Jeśli spodziewasz się, że w tym artykule znajdziesz gotowy przepis na stworzenie treści z potencjałem wirusowym, która zawładnie internetem – możesz w tym momencie przestać czytać. Nie ma takiego przepisu, tak jak nie ma jednego sposobu na odniesienie sukcesu w biznesie. Jest jednak kilka czynników, które możemy nazwać i które – odpowiednio wykorzystane – pozwolą twoim treściom zawędrować w najdalsze zakątki internetu.

Do kogo kierujesz swój przekaz?

Elementarz marketingu – jeśli chcesz, by twoja treść została zauważona, musisz wiedzieć, do kogo mówisz. Czy są to chłopcy w wieku do lat 15, czy może jednak stateczne kobiety po 30 roku życia? Fascynaci motoryzacji na emeryturze, a może ludzie kochający podróżować ze swoimi najbliższymi i nocować pod namiotem?

Jeśli nie dowiesz się, co ich interesuje, jak rozmawiają, jakie priorytety mają, wreszcie – gdzie i po co spędzają czas w sieci, to stworzenie przekazu, który do nich trafi stanie się może nie niemożliwe (zawsze możesz liczyć na fart, choć nie polecam), ale mało prawdopodobne. Bo kto chciałby płacić za coś, co może, ale nie musi się sprawdzić?

Tutaj dochodzimy do sedna problemu – treść musi wzbudzać konkretne uczucia. Jakie – musisz zdecydować sam na podstawie wiedzy o grupie docelowej. W przeciwnym razie internautom trudno będzie znaleźć podwód, dla którego mieliby podzielić się twoim artykułem. Zastanów się, co może zainteresować nastolatki, a co ich rodziców. Jeśli chodzi o nas, to pociągając za spust często strzelamy w głowy naszych odbiorców nostalgią, kontrowersją, prostymi lifehackami, zaskoczeniem czy też humorem. Gdzie ta ostatnia kwestia jest najbardziej sporna – bo chyba każdy zna powiedzenie o poczuciu humoru, prawda?

deluxe na wykopie

Jeden z naszych artykułów, ciepło przyjęty przez wykopową społeczność

Do charakterystyki grupy docelowej należy też dobrać odpowiednie narzędzia. Raz będą to edukacyjne materiały wideo, innym razem te same treści przekazane za pomocą e-booka. Internet daje nieskończoną liczbę możliwości, jednak zanim przystąpimy do realizacji zastanówmy się, czy skomplikowana infografika jest faktycznie odpowiednia dla internautów po 60 roku życia.

Na sam koniec – pomyśl się nad fabularyzacją. Ludzie lubią opowieści, a jeśli całość obudowana będzie logiczną i wciągającą historią to diametralnie zwiększymy swoją szansę, że materiał zostanie zapamiętany.

Tytuł – twoje być albo nie być

Nie jest wiedzą tajemną, że czytelnik przeglądając tytuły (emaili, newsów, felietonów etc.) poświęca im co najwyżej sekundę. To jest czas, który musisz wykorzystać – poświęć zatem dłuższą chwilę na skonstruowanie tytułu, który przyciągnie uwagę. Ale czy przypadkiem nie jest to od wieków znana zasada, której hołdują dziennikarze?

‘Ty debilu!’ – maila o takim tytule ujrzałem ostatnio w swojej skrzynce (jak i – strzelam – większość czytających ten wpis; jeśli tak, dajcie znać jakie emocje wzbudził). Spośród 40 innych wiadomości (informacji od klientów, propozycji współpracy, newsletterów) ten poszedł na pierwszy ogień. Idę o zakład, że podobnie było w 1000 innych przypadków – bo kto nie zareagowałby zdziwieniem, nawet szokiem? Z kim zadarłem, że pisze się do mnie tytułując wiadomość w sposób tak jawnie agresywny?

siemowit szulc - mail

Oczywiście nie pokazuję tego jako inspiracji, do której należy się bezwzględnie stosować – ale jest to kierunek, w którym warto podążać. Zaskocz odbiorcę, wzbudź w nim niepewność, ciekawość, słowem spraw, by zrobił to, co dla niego zaplanowałeś – bo czy nie na tym polega marketing?

Oczywiście ja do pozostałych, nawet najnudniejszych maili wróciłem – twój czytelnik jednak zagłębi się w inne treści. Twoja sekunda przepadła a cenny czas czytelnika wykorzystał ktoś inny.

Kiedy publikować?

Wiadomym jest, że wpisu zawierającego pomysłowe triki ogrodowe nie puścimy w listopadzie. Istotne są również godziny – poświęć chwilę, by sprawdzić kiedy inicjuje się najwięcej dyskusji w serwisach docelowych. Sprawdź, o której pojawiają się przy komputerach gimnazjaliści, o której mechanicy samochodowi, a o której nauczyciele. Znów zahaczamy o kwestię wiedzy o grupie docelowej, tym razem jednak wzbogaconą o informacje o serwisie, w którym chcemy umieścić link.

Pamiętajmy też, że są dni w roku, w których przy komputerach siedzi się dłużej lub krócej. Jeśli za oknem świeci słońce i zbliża się weekend – wstrzymajmy się z publikacją. Możemy bezpiecznie założyć, że spora część internautów skorzysta z możliwości wyrwania się z domu. Przed komputerami pozostaną zatem tylko geeki (którzy i tak nie mają czasu na strony internetowe) oraz osoby, które muszą pracować – to jednak zbyt mało.

Według wielu idealnym dniem do promocji pozostaje poniedziałek – administratorzy stron właśnie w ten dzień planują publikacje, jest zatem duża szansa, że nasza treść pojawi się w przeciągu tygodnia na wielu z nich.

Promuj i nawołuj do działania

CTA – niektórzy rozpoznają ten skrót na pierwszy rzut oka, inni dopiero po chwili zorientują się, że o tradycyjne Call to Action tu chodzi. Jest jakiś dziwny paradoks w tym, że często zapominamy o rzeczach najprostszych, takich jak dodanie na końcu artykułu prośby o komentarze, podzielenie się treścią czy choćby o lajka na Facebooku. Nie na każdego to działa, to prawda – ale w ten sposób zwiększamy swoje szanse, że ktoś się do naszej ostatniej prośby zastosuje. Oczywiście najlepsze nawet CTA nie załatwi za nas wszystkiego – odpowiednio dobra musi być sama treść.

Wiele osób zapomina też o pewnej podstawowej kwestii – najlepszy nawet materiał nie zostanie zauważony bez odpowiedniej promocji. Według danych firmy Netcraft (analityka i bezpieczeństwo w internecie) pod koniec roku 2013 działało ponad 860 milionów witryn. Krótki rzut oka na pozostałe liczby: w trakcie jednej minuty na YouTube dodaje się średnio 72 godziny filmów, wykonuje się 4 000 000 zapytań w Google i 2 460 000 razy klika się w przycisk ‘udostępnij’ na Facebooku (więcej znajdziecie tutaj). Żeby zatem link nie zginął w odmętach sieci, musi zostać odpowiednio wypromowany. Media społecznościowe, serwisy agregujące treści, fora internetowe, grupy dyskusyjne – to wszystko miejsca, w których warto się pokazać.

Pamiętając przy tym o jednej zasadzie: nie bądźmy nachalni! Jeśli któraś ze społeczności regularnie ignoruje nasze starania mamy dwa wyjścia: próbować dalej narażając się na śmieszność, bądź spróbować szczęścia gdzieś indziej. Oczywiście nie spisując żadnego miejsca na straty – może się okazać, że nasz kolejny materiał stanie się hitem tam, gdzie do tej pory inne nasze treści były wzgardzane.

Viral w pigułce:

  1. Poznaj swoich odbiorców – treści wirusowe z zasady docierają do bardzo różnych grup, jednak by ułatwić sobie start, warto wybrać ściśle sprecyzowaną grupę odbiorców
  2. Zastanów się nad tematyką – czego mogą chcieć twoi odbiorcy?
  3. Dobierz narzędzia
  4. Poświęć trochę czasu, by wymyślić tytuł, który przyciągnie uwagę internauty i skłoni go do kliknięcia w link
  5. Nawołuj do działania – maksymalnie ułatwiaj swoim czytelnikom przekazanie treści dalej!
  6. Zaplanuj publikację
  7. Promuj, ale nie nachalnie – pamiętaj, że dobry content obroni się sam, jednak uporczywa promocja kiepskich treści może wyrządzić więcej krzywdy, niż się spodziewasz

Jak tworzyć treści viralowe?

Informacja ogólna

Ta strona korzysta z plików cookie, abyśmy mogli zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookies są przechowywane w przeglądarce użytkownika i służą do wykonywania funkcji, takich jak rozpoznawanie użytkownika po powrocie do naszej witryny i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla niego najbardziej interesujące i użyteczne.

Google analytics

Zgadzam się na korzystanie przez serwis contentsolutions.pl narzędzia Google Analytics.

Facebook pixel

Zgadzam się na korzystanie przez serwis contentsolutions.pl narzędzia Facebook tracking pixel.

Zmień ustawienia cookies